Darmowe wejście zmienia perspektywę
Janusz od rana powtarzał, że Halloween to amerykańska głupota, komercja i wymysł ludzi, którzy nie mają co robić z pieniędzmi. „Za moich czasów obchodziło się Wszystkich Świętych, a nie jakieś przebieranki” – oznajmił, oglądając w telewizji reklamę dyniowych dekoracji. Grażyna przytaknęła, krojąc ciasto – nie miała ochoty na kolejną dyskusję o upadku cywilizacji.
Około południa Janusz dowiedział się jednak, że wieczorem przy muszli koncertowej w Świnoujściu odbędzie się darmowa potańcówka w stylu Halloween. „Darmowa? No to zupełnie inna sprawa. Nie będę finansował amerykańskiego imperializmu, ale jak miasto stawia muzykę, to można skorzystać” – stwierdził, wyraźnie ożywiony. Grażyna spojrzała na niego z miną człowieka, który właśnie odkrył, że jego mąż ma zasady wyłącznie do momentu, kiedy pojawia się coś bezpłatnego.
Charakteryzacja z domowych zasobów
Janusz postanowił się przebrać, ale nie chciał kupować kostiumu – „nie będzie płacił za ubranie, które wygląda jak worek na ziemniaki”. Założył stare spodnie, wyciągnięty sweter i kurtkę pamiętającą czasy wejścia Polski do Unii Europejskiej. Na twarz nałożył biały puder pożyczony od Grażyny, a pod oczami zrobił ciemne smugi. „I jak?” – zapytał przed lustrem. Grażyna przyjrzała mu się uważnie: „Janusz, ty się nawet nie musisz przebierać. Wystarczy, że rano wstaniesz i spojrzysz w rachunki za prąd”. Janusz uznał to za komplement.
Wiedźma, taniec umarlaka i zdjęcie
Wieczorem ruszyli w stronę promenady. Przy muszli koncertowej było już sporo ludzi, muzyka grała, a uczestnicy mieli na sobie stroje czarownic, wampirów i rozmaitych potworów. Janusz wszedł między nich z dumą. Nie minęła minuta, gdy podeszła do niego dziewczyna przebrana za wiedźmę. „Super charakteryzacja! Za kogo pan jest przebrany?”. „Za nikogo. To mój normalny wygląd – odpowiedział Janusz. – A puder to tylko dlatego, że Grażyna przesadziła z kremem”. Dziewczyna wybuchnęła śmiechem, przekonana, że trafiła na najlepiej przygotowanego uczestnika imprezy.
Po chwili Janusz ruszył na parkiet. Początkowo tańczył ostrożnie, wykonując ruchy przypominające próbę uniknięcia kałuży. Po trzecim utworze rozkręcił się na tyle, że zaczął wymachiwać rękami, obracać się i podskakiwać. Grażyna obserwowała go z boku: „Popatrzcie na niego. Jeszcze rano mówił, że Halloween to głupota, a teraz tańczy, jakby go ktoś prądem potraktował”. „Może to część występu” – odpowiedziała stojąca obok kobieta.
W pewnym momencie DJ zapowiedział kolejny utwór, a Janusz postanowił pokazać wszystkim swój popisowy taniec, którego nauczył się na weselu szwagra w 2008 roku. Niestety, jego kolana miały na ten temat zupełnie inne zdanie. Janusz wykonał gwałtowny obrót, zachwiał się i złapał za plecy. Muzyka grała dalej, ale kilka osób przestało tańczyć. „Wszystko w porządku?” – zapytała wiedźma. „Oczywiście! – syknął Janusz. – To nowy układ. Taniec umarlaka”. „Bardzo realistyczny – zauważyła Grażyna. – Zwłaszcza ta część, w której nie możesz się wyprostować”.
Po godzinie Janusz był już spocony, zmęczony i blady. Puder spłynął mu z czoła, włosy przykleiły się do głowy, a mina wyrażała głębokie rozczarowanie życiem. Jakiś chłopak poprosił go o wspólne zdjęcie. „Pan jest zawodowym aktorem?” – zapytał. „Nie. Kapitał ludzki z wieloletnim doświadczeniem” – odpowiedział Janusz, który nie do końca zrozumiał pytanie, ale nie zamierzał pozwolić, by przeszkodziło mu to w rozmowie.
„Jak będzie darmowe, to możemy rozważyć”
W drodze powrotnej Grażyna zapytała: „I co? Nadal uważasz, że Halloween to amerykańska głupota?”. Janusz poprawił kurtkę i przez chwilę milczał. „Powiem ci tak. Sama idea jest bez sensu. Ale muzyka była za darmo, ludzie się bawili, a ja spaliłem trochę kalorii”. „Czyli za rok też idziemy?”. „Zobaczymy. Jak będzie darmowe, to możemy rozważyć”. Grażyna pokręciła głową. Janusz wrócił do domu przekonany, że obronił polską tradycję. A Świnoujście zyskało kolejnego zombie, który nie potrzebował kostiumu, tylko dobrej ceny i odrobiny pudru.
Źródło: Plaża Świnoujście

